Fabryki aniołków

Kurjer Warszawski - 1897 nr 358

Kurjer Warszawski – 1897 nr 358

Część przestępstw które ludzie popełniają jest niezależna od czasów w których żyją, część w pewnych okolicznościach przybiera na sile, inne nikną. W XIX-wiecznej Polsce częste były kradzieże bielizny, nieporównanie częstsze niż dziś podpalenia i co bardziej poruszające – dzieciobójstwo. Jak w przypadku różnych katastrof i poważniejszych wypadków nie ma jednej przyczyny tego zjawiska, chociaż niewątpliwie jedną z ważniejszych jest od zawsze upośledzona moralność mieszczańska. Destruktywny wpływ „dobrych obyczajów” na ludzkie życie jest tematem do osobnych studiów, a ich wynik nie musi być jednoznaczny i z góry przewidywalny. Dla bieżących potrzeb i w skrócie powiedzieć można, że moralność to nic więcej jak zasady funkcjonowania w określonej grupie społecznej, a ich siła i moc obowiązywania zależy wyłącznie od siły i liczebności grupy.

Czytaj dalej

Purytanie dają w banie

Chrześcijański Bóg to bardzo uprzejmy osobnik, który nie miesza się do spraw doczesnych, albo też może zmienić zdanie odnośnie nich, o ile jego personel naziemny ma w tym jakiś interes. Bóg zawsze przystaje na przedłożoną mu propozycję sposobu uregulowania spraw i się nie czepia niczego, dopóki nie zostanie o to specjalnie poproszony przez wyznaczonego do tego urzędnika; na szczęście jego napady szału należą do odległej przeszłości.

W kwestii spożywania alkoholu przez jedną z najbardziej oddanych mu społeczności – purytan też był mocno powściągliwy. Radykalizm tej grupy przysporzył jej niemałych kłopotów i pośrednio wymusił zmiany w orientacjach zawodowych. Do części zawodów blokowano im dostęp, ale nie do handlu zagranicznego, zwłaszcza z koloniami w Ameryce, gdzie jak i w Anglii zresztą, gorzała odgrywała dosyć istotną rolę.

Czytaj dalej

Terra incognita

Pewnego pochmurnego popołudnia roku 1212 wiernych wychodzących z kościoła w małej, angielskiej wsi zaskoczyła spadająca z nieba lina z kotwicą, która zahaczyła o jeden z nagrobków stojących na przykościelnym cmentarzyku.

Lina ginęła gdzieś wysoko w chmurach i nie można było dostrzec co znajduje się na jej drugim końcu, zaczęła się gwałtownie poruszać, jakby ktoś z góry szarpiąc ją usiłował wyswobodzić kotwicę z uwięzienia. Na nic się zdały te wysiłki a zdumionych mieszkańców wsi dobiegły gdzieś z góry nerwowe okrzyki żeglarzy niebieskich.

Po chwili jeden z nich spuścił się po linie na ziemię. Wieśniacy pochwycili go, lecz ten prawie od razu zmarł, “uduszony przez wilgoć naszego gęstego powietrza, jakby utonął w morzu” – jak zrelacjonował to niezwykłe wydażenie Gerwazy z Tilbury (ur. ok. 1150 — zm. ok. 1235) w dziele “Otia Imperiala”. Po godzinie jednak linę udało się odciąć a pozostali niebiescy żeglarze gdzieś odlecieli.

Czytaj dalej