Królikorództwo

We wrześniu 1726 roku do króla Jerzego I Hanowerskiego dotarła frapująca widomość, że oto jedna z jego poddanych urodziła królika. A potem następnego.

Jerzy miał wystrczająco dużo własnych zmartwień i raczej nie poświęcił temu fenomenowi zbyt wiele czasu (choć osobiście oddelegował odpowiednich ludzi do zajęcia się sprawą). Dwa miesiące później miała umrzeć więziona od ponad 30 lat była żona, a jego syn, z którym był w przewlekłym konflikcie, szydził z papy przy każdej możliwej okazji, urządzał gorszące widowiska i czynnie wspierał wszystkich możliwych wrogów ojca.

Sam Jerzy zapoczątkował dynastię hanowerską na dworze brytyjskim, „której członkowie okazali się najbardziej rozwiązłymi z brytyjskich monarchów” i pewnie poświęcimy im nieco uwagi później.

Czytaj dalej

Nie strzelaj, bo ja nie student

Jacques de Vitry (1160 – 1240), znany kronikarz, organizator V wyprawy krzyżowej, zwrócił uwagę, że miejsca gdzie studiowano i gdzie oddawano się najgorszej rozpuście podejrzanie często ze sobą sąsiadują, a kolegia paryskie stały się “jaskiniami zbójców” (spelunca latronum)

Średniowieczny uniwersytet był miejscem bardzo niebezpiecznym. Częściowo wyjęty spod prawa powszechnego miał prawa własne, jak i własne władze. Student to naturalny wróg publiczny reszty miasta i siebie samego. Niecne zabawy, awantury, hulanki, bijatyki i pijaństwo były na porządku dziennym pośród żakostwa całej europy w skali dziś nie spotykanej. Bywało, że jak w Bolonii istniały równolegle dwa uniwersytety (universitas citramontanorum – z tej strony gór oraz universitas ultramontanorum – spoza gór) dla swoich i obcych, chyba po to żeby (literalnie rzecz biorąc) wzajemnie się nie pozabijali ze względu na pochodzenie.

Czytaj dalej

Krajobrazy z dziecięcych szkielecików

Frederik Ruysch

Zakonserwowane kamienie żółciowe niech będą nam podłożem, rozgałęziona tkanka płuc i mniejsze naczynia krwionośne porastającą je drobną roślinnością. Drzewa i krzewy – odpowiednio spreparowany układ krwionośny. Inne części ludzkiego ciała też znajdą swoje stosowne miejsce w krajobrazie, a dla dopełnienia przestrzeni – uśmiechnięty szkielet.

Ponad 300 lat temu pomysł wykorzystania ludzkich części ciała, przy tworzeniu rzeźb coraz silniej dochodził do głosu w wyobraźni zafascynowanego od zawsze anatomią profesora botaniki. Nie było to aż tak bardzo ekscentryczne jakby dziś nam się wydawać mogło.

Czytaj dalej